niedziela, 16 czerwca 2013

IX. Nie uciekaj


          Spróbowałem otworzyć oczy, ale jaskrawe światło mi to uniemożliwiło. Gdzie byłem? Co się stało? Wspomnienia poprzedniej nocy porozrzucane były po całej mojej głowie. Czułem w niej pulsujący ból. Wciągnięcie powietrza do płuc sprawiało jeszcze gorszy dyskomfort. Zacząłem kaszleć, o mało się przy tym nie dusząc. Po chwili czyjeś silne ręce uniosły mnie w górę i odzyskałem normalny oddech.
- Jasna cholera - usłyszałem znajomy głos. Uchyliłem powieki i rozejrzałem się wokoło. Leżałem na szpitalnym łóżku, a tuż obok siedział Zabini.
- Co ja tu robię? - wycharczałem ledwo dosłyszalnie. Każde słowo sprawiało mi jeszcze gorszy ból.
- Masz ostre zapalenie płuc - odpowiedział, po czym wstał i wychylił się przez drzwi sali. Wołał kogoś, ale nie mogłem dosłyszeć szczegółów. Kilka minut później pojawiła się pielęgniarka. Podała mi kilka eliksirów, które gówno pomogły. Skrzywiłem się, gdy jeden z nich palił mi gardło.
- Jak się pan czuje, panie Malfoy? - spytała, napełniając kroplówkę kolejnym świństwem.
- Cudownie - odparłem szeptem. Już dawno nie czułem się tak źle.
- Gorączka powinna spaść w ciągu dwudziestu minut. Proszę odpoczywać - wyszła, posyłając mojemu przyjacielowi uroczy, zalotny uśmiech.
- Czy ty nie masz mózgu? Łazisz po deszczu, kładziesz się pod drzwiami cały mokry! - Zabini zaczął wrzeszczeć. Wyglądał na zmartwionego, ale obchodziło mnie to tyle, co zeszłoroczny śnieg. Jeszcze przez chwilę krzyczał coś, co nie do końca zrozumiałem, po czym opadł na fotel.
- Wyglądasz jak siedem nieszczęść - warknął, by do końca mnie dobić.
- Dzięki - syknąłem głosem, który wydobywał się z mojego gardła w postaci żałosnych chrypnięć i pokasływań. Popatrzyłem na Zabiniego, dostrzegając w jego ręku telefon. Odpisywał na jakąś wiadomość ze skupieniem wymalowanym na twarzy.
- Z kim rozmawiasz? - spytałem z czystej ciekawości.
- Z nikim - zatrzasnął klapkę i schował komórkę. Zmarszczyłem brwi, nie rozumiejąc dziwnego zachowania przyjaciela.
- Kiedy mnie znalazłeś? - podciągnąłem się na poduszce i przeniosłem wzrok na sufit. Wspomnienia z wczorajszego dnia ułożyły się w miarę czytelną całość. Pamiętałem każde słowo, które wypowiedziała, widok jej ust, oczu... Byłem też przytomny, wracając do domu. Pod drzwiami urwał mi się film.
- Martwiłem się o ciebie i podjechałem na chwilę dziś rano - odparł Blaise, siląc się na naturalność. Beznadziejny aktor. Zawsze to wiedziałem.
- Która jest teraz godzina? - rozejrzałem się w poszukiwaniu zegarka, ale nic nie znalazłem na białych, monotonnych ścianach.
- Dochodzi trzecia po południu. Magomedycy dali ci eliksir słodkiego snu.
- Boli mnie głowa - syknąłem, trzymając się za skronie.
- Nie dziwię się. Całą noc przeleżałeś pod drzwiami, w zimnie i wodzie - burknął Diabeł w mało entuzjastycznej odpowiedzi.
- Skąd wiedziałeś, że coś mogło mi się stać? - spytałem, dopiero teraz zauważając, jak dziwna była ta sytuacja.
- Intuicja - odparł Blaise, unikając mojego wzroku. Byłem zdecydowanie za bardzo zmęczony, by wyciągać z całej tej wymiany zdań jakiekolwiek wnioski. Westchnąłem ciężko, a Zabini wyszedł na papierosa. Przyłapałem go na tym, że wcale nie palił, a rozmawiał przez telefon. W normalnych okolicznościach bym coś podejrzewał, ale nie tym razem. Bolało mnie wszystko, a szczególnie głowa i żebra. Zasnąłem, nim brunet zdążył wrócić do sali.
***
            Siedziałam na ławce przed szpitalem od dobrych kilku godzin. Z twarzą wystawioną do słońca starałam się nie myśleć o tym, co niedawno zrobiłam. Dostarczenie Malfoya na oddział okazało się być dość prostą sprawą. Blaise podał się za jego kuzyna, a ja mogłam się ulotnić. Zrobiłam to, ale wciąż tkwiłam przed Mungiem. Pierwsze kilkanaście minut po prostu przepłakałam. Łzy leciały mi po policzkach i nawet ich nie powstrzymywałam. Czułam się winna całej tej sytuacji. Gdyby nie ja, Ron nie zjawiłby się w lokalu, Malfoy by mnie nie uratował ani nie przyszedłby do mnie. To za mną musiał gonić w deszczu i to przeze mnie nagle wybiegł na ulicę. Wyciągnęłam telefon, by napisać do Diabła. Tak jak się umawialiśmy, miał nie mówić Draco, że mu pomogłam. Uważałam, że to zbędne i właściwie niedorzeczne. Najważniejsze, że znalazł się w szpitalu, a mój udział nie miał znaczenia. Po chwili komórka zadrżała mi w dłoni.
Obudził się. Zaraz zadzwonię.
Przeczytałam wiadomość, po czym sięgnęłam po torebkę. Wyjęłam papierosa z jednej z najgłębszych kieszeni i zapaliłam go przy pomocy magii. Zawsze paliłam, gdy coś mnie zdenerwowało i gdy musiałam podjąć ważną decyzję.
- Halo - odebrałam, wypuszczając dym w parne, letnie powietrze.
- Jesteś już w domu? - spytał Blaise spokojnym głosem, który wskazywał, że wszystko jest w porządku.
- Właściwie to nadal siedzę pod Mungiem - mruknęłam, by po chwili mocno zaciągnąć się papierosem.
- Wejdziesz? Może chociaż do bufetu - w jego głosie czaiła się nadzieja, która wzbudziła we mnie skurcz żołądka.
- Dobra, tylko wypalę papierosa - rozłączyłam się i wstałam z ławki. Skończyłam palić w ciągu kilku minut, po czym weszłam do budynku. Blaise czekał na mnie niedaleko schodów na pierwsze piętro.
- I co z nim? - spytałam, chcąc zabrzmieć naturalnie.
- Ostre zapalenie płuc, wychłodzenie i wysoka gorączka - odpowiedział, krzywiąc się teatralnie. Widać było, że za troską, kryje się także gniew na Malfoya.
- Kiedy go wypuszczą? - usiadłam przy stoliku naprzeciw bruneta.
- Podobno za kilka dni.
- Nie powiedziałeś mu niczego, prawda? - spojrzałam w ciemne, bystre oczy mężczyzny.
- Ani słowa. Dlaczego tego chciałaś? - tym razem on zaczął zadawać pytania. Zacisnęłam dłoń na swoim kolanie.
- Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Uratował mnie, a ja jego. Dług spłacony - odparłam, odbierając od kelnerki kubek gorącej kawy. Tego właśnie było mi trzeba.
- Nie mówił nic o tobie, ale i tak widzę, że nim to targa. Ma też na sobie ten naszyjnik - Blaise patrzył na swoje ciastko z kremem, jakby poza nim nic nie istniało.
- Może ci opowiadać, co zechce, ale ty masz trzymać język za zębami. Nie było mnie tam dzisiaj z tobą, słyszysz? Ani nigdy wcześniej nie wpadałam do twojego gabinetu - rzuciłam mu zimne, stanowcze spojrzenie.
- Pokłóciliście się wczoraj? - spytał znienacka.
- Nie, nie pokłóciliśmy się. Nasza rozmowa trwała może dziesięć minut. Nie mamy sobie nic do powiedzenia, Blaise - warknęłam, mocno zaciskając dłonie na swojej filiżance.
- Raczej macie zbyt dużo do powiedzenia i nie wiadomo jak zacząć - powiedział pod nosem, za co kopnęłam go pod stołem.
- Cholera, Granger! Dlaczego z nim nie porozmawiasz? - wykrzyknął, łapiąc mnie za nadgarstki. Spróbowałam się wyrwać, ale jego uścisk był za silny.
- Nie mam ochoty - odparłam, starając się nie stracić panowanie nad sobą.
- Więc dlaczego wciąż nosisz tę pieprzoną bransoletkę? Dlaczego nazwałaś tak restaurację? Dlaczego jednak ze mną dzisiaj poszłaś? - zaczął wyrzucać z siebie pytania, które wiele razy już sobie zadawałam.
- Przestań! Nie dziś, dobrze? - wstałam, wyswabadzając ręce.
- Nie dzisiaj, nie jutro. Kiedy? - podążył za mną, gdy skierowałam się do wyjścia.
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem, Blaise. To trudne. Muszę sobie to wszystko poukładać. On też musi. Pomóż mu w tym, proszę - powiedziałam, czując, że łzy spływają mi po policzkach.
- Dlaczego to ty nie możesz mu pomóc?
- Wylatuję pierwszym jutrzejszym samolotem. Muszę odpocząć - rzuciłam, po czym wybiegłam ze szpitala na zatłoczoną ulicę.
***
            W szpitalu leżałem od tygodnia, a mój stan wciąż nie pozwalał mi na wyjście. Mimo wszystkich leków, które mi podano, nie czułem się lepiej. Blaise dotrzymywał mi towarzystwa po godzinach pracy. Pielęgniarki wyganiały go, gdy za oknami zaczynało robić się ciemno. Matka przynosiła mi jedzenie, uśmiechała się sztucznie i starała się ze mną rozmawiać. Nie zamierzałem dawać jej jednak żadnej satysfakcji. Odzywałem się tylko czasami, a jedzenie pozostawiałem nietknięte. Nie robiłem tego na złość. Robiłem to, by ktoś poczuł się tak źle, jak ja.
            Przez te kilka dni zdążyłem znienawidzić szpital i wszystko, co z nim związane. Na korytarzach było pełno ludzi. Zaglądali przez szybę do mojej sali, a nawet ostre, zimne spojrzenie ich nie wyganiało. Kto by pomyślał, że zwykłe zapalenie płuc może tak przybić człowieka? Podobne głupstwa wmawiałem sobie przez pierwsze godziny pobytu tutaj. Później wiedziałem już, że to wcale nie choroba tak mnie męczy. Wciąż myślałem o Hermionie, mimo że nie powinienem. Zepsułem siedem lat ciągłej ucieczki jednym popołudniem. Zaczynała dopadać mnie coraz gorsza paranoja. Zamykając oczy widziałem okropne sceny z Bitwy o Hogwart. Dumbledore, Snape, śmierciożercy, krew, zaklęcia niewybaczalne, klątwy, ludzkie ciała. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Krew płynęła mi w żyłach dwa razy wolniej, oddech był płytki, a całe ciało trawiła gorączka. Nie działały żadne eliksiry. Pielęgniarki i magomedycy omijali mój pokój szerokim łukiem, odkąd rzuciłem w kogoś szklanym wazonem.
            Którejś bezsennej nocy nie mogłem już wytrzymać. Powoli i ostrożnie uniosłem się z poduszki. Zakręciło mi się w głowie, ale zignorowałem to. Zerknąłem na przedramię prawej ręki, w którym tkwił wenflon. Byłem przypięty do tej cholernej kroplówki, a i tak nic to nie dawało. Wyrwałem igłę w przypływie złości, a ciepła krew zaczęła ściekać drobną stróżką na podłogę. Rozejrzałem się w poszukiwaniu swojej różdżki. W całym tym zamieszaniu nawet o niej nie pomyślałem. Po cichu wysuwałem kolejne szuflady, aż w końcu znalazłem przedmiot w ostatniej z nich. Przysiągłbym, że gdyby ktokolwiek mnie teraz zobaczył, padłby martwy w sekundzie.  Włosy miałem rozczochrane, twarz bladą i wychudzoną. Cienie pod oczami, sine usta, rozbiegane oczy, zaciśnięte w pięści dłonie. Mrok panujący w sali na pewno nie poprawiał mojego wyglądu. Czułem się tak, jakbym wypił śmiertelny eliksir. Chwiejnym krokiem podszedłem do okna, błagając, by nikt mnie nie zobaczył. Patrzyłem na miasto za szybą, a serce waliło mi coraz szybciej.  Zamknąłem oczy, chcąc się teleportować. Natrafiłem jednak na mocną barierę, która sprowadziła mnie z powrotem do sali.
- Cholera - syknąłem pod nosem, czując, że zawroty głowy zdecydowanie się pogłębiły. Łapiąc się różnych przedmiotów, znalazłem się przy drzwiach. Przesunąłem wzrokiem po korytarzu. Czułem się tak, jakbym uciekał z więzienia, chociaż właściwie tak było. Rozsunąłem przesuwane, szklane drzwi i postawiłem pierwszy krok. Nic się nie stało. Nie było żadnego zabezpieczenia. Posuwałem się w stronę klatki schodowej, a moje ciało powoli zaczynało protestować. Płuca bolały mnie tak, jakby wokół żeber zaciskała mi się niewidzialna, stalowa obręcz. W połowie drogi byłem zmuszony do zgięcia się w pół. Przeszło po dobrych kilku minutach. Zacząłem schodzić po schodach, a świat chwiał mi się przed oczami. Dotarłem na parter, gdzie panowała ciemność nie do opisania. Nie widziałem nic, poza czubkiem swojego nosa. Brnąłem jednak przed siebie, a w kompletnej ciszy panującej na korytarzu słyszałem jedynie bicie własnego serca. Dopadłem drzwi wejściowych, rozglądając się za kimś z ochrony. Z ulgą stwierdziłem obecność strażnika, który smacznie spał na składanym krześle. Przeszedłem obok niego na palcach. Wyszedłem przed szpital, a chłodne, nocne powietrze owionęło mi twarz. Zatrzymałem się na środku chodnika. Myślałem, że te dziwne zawroty głowy i bezsilność miną, gdy wyjdę z Munga. Nic z tego. Czułem się nawet gorzej niż przedtem. Spojrzałem w rozgwieżdżone niebo. Zła decyzja, której od razu pożałowałem. Przez ciało przeszedł mi niebezpieczny dreszcz, krew zawrzała w żyłach, a płuca zacisnęły się o wiele za mocno. Po chwili noc zawirowała nade mną, powietrze zgęstniało. Upadłem na beton,  chcąc by było już po mnie. Przed oczami majaczyła mi twarz Granger. Nawet w takiej chwili nie opuszczał mnie ten obraz. Wrzasnąłem z bezsilności, a raczej wściekłości. Chciałem, żeby to wszystko się skończyło. Tymczasem Dracona Malfoya zżerały wyrzuty sumienia. Nie byłem już prawdziwym sobą, a nawet tym człowiekiem z maską, którego udawałem przed ośmioma laty. Nie byłem w tej chwili nawet człowiekiem, a tylko kawałkiem zmęczonego ciała i poszarpanej, nic nieznaczącej duszy. Poczułem jak uderzenie gruchocze mi kości w ramieniu. Nawet nie syknąłem z bólu. Pozwoliłem by moje powieki się zamknęły, licząc na to, że już nigdy więcej ich nie otworzę. Wokół mnie pojawiło się coś na kształt ciemnej, nieprzenikalnej chmury. Otuliła mnie z każdej strony, wdarła do gardła, zatkała nos i usta. Nie wiedziałem, czy to jeszcze omdlenie, czy prawdziwe piekło, do którego zamierzałem trafić. Nawet zimny chodnik pode mną przestał być odczuwalny. Były tylko huczące myśli, wspomnienia i słowa. W ostatniej sekundzie stosunkowej przytomności pomyślałem o niej. Co musiała teraz robić? Jak się czuje po zobaczeniu mnie? Czy zniszczyłem jej plany na przyszłość? Może zrobiłem źle, ratując ją? Czy o mnie myśli? Może powinienem jeszcze raz spróbować z nią porozmawiać? W końcu się poddałem. Pozwoliłem wszystkiemu mną rządzić. Wyłączył się cały świat i zapadłem się ciemność, która wcale nie była przerażająca. Wydawało mi się, że jest lepsza od tego, co mam w rzeczywistości.
***
            Okazało się, że zanim wyjadę, muszę załatwić jeszcze kilka biurowych spraw. Przesiedziałam kilka dni nad papierami, po czym w końcu powiadomiłam swój zespół o urlopie. Byli zadowoleni, ale Alex również się niepokoił. Kazał mi na siebie uważać, zadzwonić, gdy tylko będę na miejscu. Na wszystko reagowałam posłusznym kiwaniem głową. Nie chciałam się z nikim sprzeczać, a tym bardziej wyjeżdżać w nieprzyjemnej atmosferze. Pragnęłam teraz wyłącznie spokoju.
            Przyjaciele odwieźli mnie na lotnisko, gdzie odbyły się ckliwe pożegnania i uściski. Zniosłam to z podniesioną głową, po czym skierowałam się do odprawy. Walizka ciążyła mi w dłoni, ale czułam jednocześnie, że dobrze robię. Potrzebowałam odpoczynku po takim czasie. Nikomu nie zdradziłam prawdziwego powodu swojej podróży, ani tego, co zabrałam w bagażu. Zachowałam dla siebie fakt, że za granicą czekała mnie największa walka. Tajemnicą była także tożsamość mojego wybawcy, nasze spotkanie, moje układy z Zabinim i to, że stchórzyłam. Bo tak właśnie było. Ja, Hermiona Granger, kobieta, która zwyciężyła Voldemorta, bałam się przeszłości. Nie, właściwie to nie przeszłości. Bałam się Dracona Malfoya we własnej osobie. Nie odbierałam żadnego telefonu od jego przyjaciela, nie chciałam wiedzieć, czy pieprzony arystokrata jest już zdrowy. Postanowiłam, że zadzwonię do Diabła, gdy będę już na miejscu.
            Siedząc w samolocie, zaczęłam się denerwować. Czy dobrze decydowałam? Może nie powinnam tego wszystkiego robić. Gdy wystartowaliśmy, nie było już odwrotu. Patrzyłam za okno, starając się nie płakać. Czekał mnie długi, męczący lot.
- Wszystko z panią w porządku? - usłyszałam głos z nieznajomym dla mnie akcentem. Odwróciłam głowę, dostrzegając przed sobą uśmiechniętą twarz mężczyzny. Miał około sześćdziesiątki, a na kolanach trzymał gazetę dla pasjonatów fotografii.
- Tak, dziękuję - odpowiedziałam, powstrzymując łzy ostatkiem sił. Już dawno żaden obcy nie zachował się wobec mnie w ten sposób. Zawsze byłam na tyle przytomna i zrównoważona, że nie dawałam nikomu powodów do pytań.
- Pierwszy lot? - mój sąsiad rozparł się wygodniej na fotelu i sięgnął po magazyn. Udawał, że czyta, jednocześnie wciąż mnie obserwując.
- Nie, już przestałam liczyć - wyprostowałam się i spojrzałam na twarz mężczyzny. Uśmiechał się delikatnie. Miał w sobie coś, co przypominało mi Dumbledora. Coś w rodzaju wewnętrznego ciepła, naturalnej troski, zainteresowania.
- Więc coś panią gryzie. Ucieka pani przed czymś? - rzucił, niby swobodnie. Czułam, że całe moje ciało się spina.
- Nie uciekam. Raczej wyjeżdżam, żeby coś zrobić ze swoim życiem - mruknęłam pod nosem, sięgając po ulotkę, tkwiącą za oparciem fotela przede mną. Linie lotnicze miały coraz ciekawsze pomysły na zyskiwanie klientów. Z kartki papieru uśmiechała się do mnie półnaga stewardessa. Skrzywiłam się i schowałam świstek.
- Coś zrobić? Co dokładnie? - spytał, odkładając gazetę. Wyglądał na nieco zaniepokojonego. Nie wiedziałam, dlaczego tak się przed nim otwieram. Po prostu czułam, że mogę mu zaufać. Przypominał mi te stare, dobre czasy.
- Nie, nie mam zamiaru się zabić - roześmiałam się szczerze po raz pierwszy od kilku dni.
- Miło słyszeć. Chodzi o jakiegoś mężczyznę, prawda? - spojrzał mi w oczy, co wzbudziło delikatne dreszcze na moich plecach.
- Wszyscy myślą, że robię taką głupotę, jak te kobiety w filmach. Że będę płakać, drzeć listy, ciąć fotografie. Wcale nie. Postanowiłam, że wyjadę, przypomnę sobie dobre chwile, zniszczę swoje obawy i po powrocie... - pochyliłam się i dalszą część wyszeptałam mężczyźnie do ucha. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy się odsunęłam.
- Muszę przyznać, że to niesamowite. Spodziewałem się, że jeszcze przed lądowaniem będzie pani płakać - powiedział po dłuższej chwili. Teraz już byłam pewna, że robię dobrze.

- Wie pan, przez ostatnie siedem lat śniłam o różnych miejscach, robiłam różne rzeczy, bezpieczne i niebezpieczne, ciekawe i te nudne. Widziałam więcej niż mogłam sobie wymarzyć, odważyłam się na swój własny biznes, zerwałam toksyczny związek. Długo broniłam się przed wspomnieniami, wymyślałam kolejne lęki i fobie. Niecałe dwa tygodnie temu przewrócono moje życie do góry nogami. Z początku się broniłam. Mówiłam, że nie chcę znowu zniszczyć wszystkiego, na co pracowałam. Ale dzisiaj wiem, że mam ochotę to wszystko pieprznąć w kąt. Niech się dzieje, co ma się dziać - wyrzuciłam z siebie, po czym odwróciłam się do okna. Mężczyzna bez słowa zajął się czytaniem gazety, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Widziałam go w szybie przez cały czas. Zaczęłam powtarzać w głowie to, co przed chwilą powiedziałam. Przez pięć lat odwiedziłam niemal każdy kraj w Europie, patrzyłam na różne zabytki, rozmawiałam z napotkanymi przypadkiem ludźmi. Starałam się nie myśleć o tym, co zrobiłam w Hogwarcie. Otworzyłam restaurację, poznałam przyjaciół, częściowo zapomniałam o stalowych oczach swojego wroga. I nagle, dwa tygodnie temu, moje życie wybucha. Ron przestaje być moim problemem, a na jego miejsce zjawia się mój wybawca. Blondwłosy ślizgon we własnej osobie. Pierwsza rozmowa z nim wzbudziła we mnie wiele emocji, ale przede wszystkim szok. Nie potrafiłam myśleć racjonalnie, mając go tuż przed sobą. Był taki, jakiego go zapamiętałam. Później miałam go na sumieniu. To przeze mnie się rozchorował. Gdy wróciłam z Munga, sięgnęłam po to zdjęcie ze strychu. Właśnie wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że te wspomnienia nie muszą być wcale takie złe i przerażające. Może mogłam je jakoś oswoić? Przecież kiedyś ktoś powiedział mi, że wszystko, co mnie zabija, jednocześnie sprawia, że czuję, że żyję. Teraz wiedziałam już, że u mnie działa to odrobinę inaczej. Ja w tym momencie, w samolocie unoszącym się wśród chmur, czułam się jak nowy człowiek, ktoś, kto może latać i robić rzeczy, których bał się wcześniej. Czekała na mnie Austria, a w Londynie, który został w tyle, czekało coś jeszcze. Draco Malfoy, który jeszcze nie wiedział, że właśnie zwariowałam kilkanaście kilometrów nad ziemią. 
---
Trochę się zawiodłam ilością komentarzy pod poprzednią częścią. Nie podobał wam się tamten rozdział? Sama nie wiem.
Ta część wyszła trochę inaczej, niż się tego spodziewałam, jednak jestem zadowolona. Mam nadzieję, że wam się spodoba i zechcecie skomentować. 
Jeszcze nie zdołałam się zabrać za swoje własne, autorskie opowiadanie. Czasu brak. Został mi do poprawienia tylko (!!!) niemiecki. Trzymajcie kciuki. 

42 komentarze:

  1. Rozdział świetny, zresztą tak jak każdy:)
    Ciekawe co Hermiona postanowiła zrobić po powrocie do Londynu i co jeszcze postanowi podczas urlopu.
    Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach w końcu ona i Draco szczerze porozmawiają i wszystko sobie wyjaśnią:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo się cieszę, że rozdział się spodobał. Hermiona postanowi jeszcze kilka rzeczy podczas urlopu :P Będzie ciekawie.
      Przewiduję jakąś rozmowę Draco i Miony, ale na to trzeba będzie jeszcze poczekać.

      Usuń
  2. Kurcze, Twoje opowiadanie tak wciąga, że zamiast siedzieć i uczyć sie na czekający mnie jutro mega trudny egzamin, czytam sobie świetne Dramione <3
    Świetnie opisałaś moment omdlenia Draco, tak realistycznie... Już chyba pisałam, że uwielbiam sposób w jaki przedstawiasz uczucia. Jesteś naprawdę świetną pisarką i przekonuję się o tym na każdym kroku.
    Mam nadzieję, że Hermiona podjęła taką decyzję jaką myślę :D A mianowicie, że przestanie w końcu uciekać i stawi czoło przeszłości rozmawiając z Draco. Taaak mi go szkoda ;<

    To chyba tyle z mojej strony.
    Pozdrawiam,
    DiaMent,

    PS chciałabym ponowić zaproszenie do mnie :) W sobotę pojawił się nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. Mnie tak samo wciąga pisanie i zamiast uczyć się na poprawę z niemca, piszę już kolejny rozdział :P
      Cieszę się, że te wszystkie emocje tak widać. Lubię pisać takie sceny, jak to omdlenie Draco. To w moim, nieco mrocznym stylu :P
      Niedługo się okaże, jaką decyzję podjęła Miona.

      Postaram się do ciebie wpaść w najbliższym czasie. Dużo osób mnie do siebie zaprasza, a ja już dostaję mętliku i nie wiem czyj blog jest czyj :P Postaram się ogarnąć.

      Usuń
  3. Super. Bardzo lubię twój styl pisania oraz twe historie. Rozdział przypadł mi do gustu.

    Weny :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że się podoba.

      Usuń
  4. Bardzo mnie zainteresowało to co postanowiła ze swoim życiem zrobić Hermiona. Sytuacja Draco nie ciekawa, zamiast siedzieć w szpitalu to on gdzieś lata, ta jego choroba może być tragiczna w skutkach. Ale może dzięki temu Herm się nim zajmie i się ogarnie.
    Rozdział mi się ogólnie podoba, chociaż trochę krótki.
    Dzisiaj jeszcze raz zamierzam przeczytać od początku "Bez definicji", bardzo mi się podobało to Twoje opowiadanie i myślę, że jeszcze nie raz do niego powrócę.
    Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta decyzja Hermiony będzie przedstawiona częściowo w następnym rozdziale i w ogóle będzie w końcu trochę WSPOMNIEŃ sprzed 7 lat.
      Sytuacja Draco to totalny psychiczny dół. Co tu się oszukiwać :P
      Rozdział jest takiej samej długości jak wszystkie - 6 stron worda.
      Cieszę się, że chcesz wrócić do BD. Ja też często czytam sobie jakieś rozdziały przed snem :P

      Usuń
  5. Z każdym rozdziałem coraz bardziej się wciągam i z każdym coraz bardziej jestem przekonana, że będzie to świetne opowiadanie :)
    Sposób w jaki opisujesz uczucia.. wow.
    No kurde, co ten Draco wyprawia?! Ughh.. Powinien leżeć w łóżku a nie szczwędać się niewiadomo gdzie! :x
    I co się teraz z nim stanie? :o Tylko żeby był zdrowy..
    Hermiona cały czas ucieka :c Mam nadzieje, że porozmawia z Draco ;)
    Trochę mi szkoda Narcyzy.. Ona się straara a Draco w dupie to ma ;x
    No i co mam więcej napisać? Nic. Wszystko już chyba wypisałam we wcześniejszych komenatrzach, jaka to genialna jestes :D
    Z moim cienkim opowiadaniem, chowam się głeboko pod ziemie, w porównianiu z Twoim :D
    Trzymam kciuki na niemieckim, ja też poprawiam :)
    droga-do-milosci.blogspot.com

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wciąga :) Jakoś miałam wrażenie, że was zawodzę. Szczególnie ostatnim rozdziałem ;/ Może was trochę wkurzać, że Miona ucieka, ale przecież w tym rozdziale coś się zmieniło.
      ,,Ale dzisiaj wiem, że mam ochotę to wszystko pieprznąć w kąt. Niech się dzieje, co ma się dziać" - to bardzo ważny fragment!
      Z Draco będzie w najbliższym rozdziale trochę gorzej, ale nie martwcie się :P Jakoś go wyleczę. Jeszcze nie powiem jak :P
      Twoje opowiadanie jest cudowne! To pierwsza historia, którą czytam regularnie.

      Usuń
    2. Jak w ogóle możesz mieć takie wrażenie?
      Ja Ci zabraniam je mieć! ;)
      Opowiadanie jest mega zajebiaszcze i piękne i cudowne i genialne i urocze! :D
      A moje cudowne? Gdzie? :o

      Usuń
  6. Genialnie opisujesz uczucia, przeżycia albo takie zjawiska jak omdlenia. :D Bardzo mi się to podoba.
    Snape? Snape? Dlaczego Draco przypominając sobie o wojnie, pomyślał o nim? ;P
    Jejku! Jak mnie wkurza ta dwójka! A dokładniej to ta ich ucieczka. Przecież to nic nie da. "Uciekanie od problemów to wyścig, którego nie wygrasz." - ktoś to kiedyś powiedział i to bardzo pasuje do ich sytuacji. xD
    Mam nadzieję, że w końcu porozmawiają ze sobą, przez co wyjaśnią czytelnikom o co w tym wszystkim chodzi. ;P
    Pozdrawiam. I powodzenia z niemieckim! ^^
    ~Ana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że te opisy uczuć dobrze wychodzą. Jakoś samo mi to tak idzie :P Lubię takie klimaty jak omdlenia itd.
      W najbliższym rozdziale będzie trochę wspomnień sprzed siedmiu lat i niektóre rzeczy się wyjaśnią.

      Usuń
  7. Achh.. Kolejny rozdział niesamowicie napisany. I co ja mam tu jeszcze pisać? ;c Wszystko piszą tam na górze, a ja nie jestem przyzwyczajona do kopiowania. ;D Ok, coś dopiszę... ;)
    Wiesz co mnie najbardziej wkurza..? Tzn. Jak jest jedyna rzecz, która mnie wkurza w tym opowiadaniu..? Hermiona - wciąż ucieka, nie daje sobie nic wytłumaczyć, innymi słowy, takie tchórzliwe coś. ;) Na pewna ma bardzo ważny powód, by tak postępować, jednakże nie znam go (bo nie chcesz nam powiedzieć, ty zła istoto!) i trochę trudno jest mi to sobie wyobrazić. ;)
    Kolejna sprawa - Draco, ten skrzywdzony, biedny chłopczyk, który uważa, że on jest najważniejszy...
    To zdanie mnie nieco... hmm.. wyprowadziło z równowagi: "Robiłem to, by ktoś poczuł się tak źle, jak ja. "
    Rozumiem, że jest mu źle, że został pokrzywdzony (?) przez los, no ale kieruję do niego trzy słowa: OTRZĄŚNIJ SIĘ CZŁOWIEKU!
    *minuta na uspokojenie*
    Dobra, mogę dalej...
    Akcja dzieje się całkiem szybko, więc na to raczej nie będę narzekać. ;)
    Zdradzę Ci coś w sekrecie... Chyba wreszcie znalazłam coś, co.. hmmm... jakby złączyło to opowiadanie w.. całość? Pisałam Ci w którymś komentarzu, że czegoś mi tu brakowało, co nie? Właśnie to znalazłam. ;) Moja podświadomość zaczyna wreszcie pracować jak należy. ;D Co jest najlepsze: nawet nwm czego tu brakowało... Nwm, czy kiedyś tak miałaś, ale ja spotykam się z takim czymś pierwszy raz w życiu. xD
    O bohaterach wspomniałam, o akcji wspomniałam, a autorka? No więc, nie muszę Ci pisać, jak wspaniałe piszesz opowiadanie, ani jak wielki poziom pokazujesz w blogsferze, mogę jedynie dodać, że jeśli kiedys nastąpi koniec Twoich cudownych historii to na pewno będę do nich wracać. ;*
    Życzę Ci mnóstwa weny, czasu na kolejne notki, wiernych czytelniczek, które by nie tylko czytały, ale też komentowały oraz wytrwałości, której (jak na razie) Ci nie brak. ;D
    Pozdrawiam,
    Fioletoowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Hermiona przestała uciekać w tym rozdziale. Sama to powiedziała. ,,Postanowiłam, że wyjadę, przypomnę sobie dobre chwile, zniszczę swoje obawy i po powrocie..." HALO! To bardzo ważny fragment. Miona ma powód, żeby wyjechać i w następnym rozdziale okaże się, jaki :P ,,Nikomu nie zdradziłam prawdziwego powodu swojej podróży, ani tego, co zabrałam w bagażu." TO TEŻ WAŻNE!
      Draco,Draco, Draco... Mogę tylko powiedzieć, że jego stan psychiczny nie jest za dobry i dlatego tak się zachowuje :)
      Cieszę się, że w końcu ta brakująca rzecz się odnalazła :P Szkoda, że nie wiesz co to było :P

      Dziękuję za długi komentarz i te wszystkie pochwały :P Miło mi.

      Usuń
    2. No dobra, ale wyjechała! Zresztą, jak mam coś z tego wnioskować, skoro ty nam nic nie zdradzasz! :D Ok, już si nie kłócę, zapomniałam jeszcze dopisać, że czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. ;D
      Pozdrawiam,
      Fioletoowa

      Usuń
  8. Jak zwykle rozdział idealny, świetny, pełen emocji i w ogóle nie mam słów. Po raz kolejny, część mojego mózgu o nazwie "domysły" włączyła się i zaczęła swoje insynuacje na temat tego co mogło wydarzyć sie w przeszłości Hermiony, że tak bardzo nie chciała do niej wracać.. I jeszcze Draco.! Boże, żeby nic mu nie było!! Jak mu się coś stanie to popełnię harakiri!! Skąd ty bierzesz te pomysły.? Twój umysł to istna kopalnia historii godnych napisania.. Nie mam pojęcia jak ty to robisz.. Ale wiem, że wychodzi ci to świetnie.. Czekam na kolejny rozdział, chorując na " zespół niecierpliwości bezrozdziałowej"
    Pozdrawiam
    MacDusia my-another-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobało :) Te domysły już niedługo się odrobinę zmniejszą, bo planuję pokazać trochę wspomnień sprzed 7 lat. Moje pomysły biorą się znikąd. Wielu rzeczy nawet nie planuję i wychodzą same :P

      Usuń
  9. Omnomnom <3 Jeśli tamtej notki nie skomentowałam to błagam o wybaczenie, ale jestem trochę zabiegana ;) Obie są cudowne ^^
    Draco idioto jak mogłeś wyjść z tego cholernego szpitala ¿¿¿ Fajny ten facet w samolocie :) Ahhhh ta notka ... brak słów
    Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba :) Ten facet z samolotu się jeszcze pojawi w następnym rozdziale. Miły facet :P

      Usuń
  10. kochana, co ty za bzdury pleciesz, że poprzedni rozdział nam się nie podobał, jak każda notka jest fenomenalna i oddaje różne emocje. Szczerze to opowiadanie podoba mi się bardziej niż twoje poprzednie i uzależniłam się od niego całkowicie. Uwielbiam, gdy bohaterowie przedstawieni są z różnych perspektyw,a fakt, że Draco wylądował w szpitalu jeszcze bardziej podsycił moją ciekawość.
    Również zafascynowała mnie sprawa z bransoletką Hermiony i tajemniczym zdjęciem. Uwielbiam takie tajemnice w opowiadaniach, lecz jedyny problem polega na tym, iż akurat na twoim blogu nigdy nie potrafię rozgryźć owych łamigłówek i niestety muszę z utęsknieniem czekać na nową notkę.
    Jestem również ciekawa, kiedy Hermiona wróci z Austrii i w jakim stanie będzie Malfoy. Rozumiem jego kiepski stan psychiczny, lecz potrafię też bez problemu wyobrazić sobie, co przeżywa Zabini. Dobrze, że Draco ma takiego przyjaciela...
    No cóż, nie pozostaje im nic innego niż czekać na nn ;)
    Pozdrawiam i całuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak mi się wydawało, że wam się nie spodobał poprzedni rozdział. Mało osób skomentowało itd.
      Cieszę się, że to opowiadanie się podoba, bo bardzo się bałam, że jest inne i nie przypadnie do gustu.
      W najbliższym rozdziale dam wam trochę fundamentów pod domysły, bo odsłoni się trochę wspomnień.

      Usuń
  11. Fajee. Uuu Miona może w końcu się odważy i z nim porozmawia. Oby. Już nie mogę się doczekać kolejnego. =*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział będzie ciekawy ;) Mam nadzieję, że wszystko, co planuję się w nim zmieści.

      Usuń
  12. Ahh... czyżby Mionka miała zamiar w końcu stawić czoła swojej przeszłości i porozmawiać na poważnie z Malfoy'em? Mam taką nadzieję! A co do Draco... ugh.. czemu ten narwaniec nie umie usiedzieć grzecznie w łóżeczku i poczekać, aż Granger się do niego pofatyguje? xD A nie próbuje zwiać z Munga niczym Syriusz z Azkabanu. Już się nie mogę doczekać, aż ujawnisz nam trochę więcej o ich przeszłości, bo moja głowa niedługo eksploduje od snucia własnych skomplikowanych i wręcz niemożliwych domysłów !

    A tymczasem pozdrawiam i życzę powodzenia przy poprawianiu niemieckiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiary Miony przedstawię w następnym rozdziale. Co do Draco. Jego stan psychiczny jest w coraz gorszym stanie. W następnej części również to opiszę :)

      Usuń
  13. Oczywiście trzymam kciuki ;) Ech, Hermiona wyruszająca w nieznane nie podoba mi się, bo będzie daleko od Dracona, ale jeśli to ma jej pomóc to może dobrze. I co ten Malfoy odwala?! Kurcze, wkurzyłam się, bo sama chcę w przyszłości (jak obronię w tym roku licencjat xD) pracować w szpitalu i naprawdę nie życzę sobie takich pacjentów xD No i wciąż nie wiadomo co się stało w ich przeszłości...
    Powodzenia ze wszystkim ;) Mam nadzieję, że nowe dzieło nie spowoduje, że to tutaje zaniedbasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszyscy będą zadowoleni z obrotu spraw związanych z podróżą, ale to jeszcze przed nami :P Draco już trochę świruje. To nie koniec jego odpałów.

      Usuń
  14. Biedny Malfoy. Moment, w którym mdleje opisałaś bardzo realistycznie. Naprawdę wciągnęłam się w tę historię. Hermiona przestaje uciekać i wyrusza w tajemniczą podróż...To mi się podoba! Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. I nie martw się! Poprzedni był równie ciekawy! A tak w ogóle to powodzenia z niemieckim! :)
    Pozdrawiam
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten opis omdlenia wyszedł realistycznie, bo długo nad nim pracowałam :) Lubię pisać podobne, mroczne rzeczy. Następny rozdział będzie zdecydowanie ciekawy :)

      Usuń
  15. Mi osobiście spodobał sie poprzedni rozdział i podobnie jak ten!

    Szkoda mi strasznie Dracona.
    Widać że bardzo przeżywa całą te sytuacje i to źle wpływa na jego zdrowie.

    Sama Hermiona uciekając nie ulatwia mu niczego.
    Mam nadzieję, że jakoś w końcu uda im się porozmawiać.
    Nie mogą w końcu dusić w sobie własnych uczuć gdyż nie prowadzi to do niczego dobrego.

    I wspaniale że Draco ma kogoś takiego jak Zabini.
    Taki przyjaciel to prawdziwy skarb szczególnie gdy walczy i nie odpuszcza.

    pozdrawiam i czekam na NN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Draco rzeczywiście już przestaje sobie radzić. Następny rozdział będzie częściowo poświęcony jego przemyśleniom na temat całej tej sytuacji.
      Hermiona jak na razie nie ułatwia sprawy. Jak na razie ;)
      Zabini to rzeczywiście dobry przyjaciel.

      Usuń
  16. Przeczytałam dzisiaj wszytko od początku.
    Pisane świetnym lekkim stylem.
    Jestem strasznie ciekawa co się wydarzyło siedem lat temu.
    Nigdy nie miałam problemu z rozwiązywanie zagadek, a u Ciebie je mam. Może to dlatego, że czyta to opowiadanie bez przerwy i nawet nie zdążyłam nic zjeść? Nie jednak nie. To z pewnością dlatego, że tak świetnie piszesz.
    W którymś komentarzu ktoś napisał, że to opowiadanie jest lepsze od tamtego. Też mi się tak wydaje co wcale nie oznacza, że tamte jest gorsze. Może w tym jest troszeczkę ciekawsza fabuła. Wyobraźnia musi działać i nigdy nie wiesz co się wydarzy przez co z niecierpliwością czekasz na kolejny rozdział.
    Ja również czekam na kolejny etap opowiadania.
    Pozdrawiam.
    Avis <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba :) Szczególnie zależy mi na tym, by styl był lekki i żeby łatwo się czytało. Staram się jak mogę.
      Sama się przyznaję do tego, że to opowiadanie jest o wiele ciekawsze. Wydaje mi się też, że będzie dłuższe i bardziej zawiłe od poprzedniego. Nie będzie już tak cały czas słodko :P
      Wyobraźnia musi tu działać i nie dziwię się, że nie możecie nic złączyć w całość, bo nie ma żadnych wskazówek. Już niedługo pojawi się jakiś punkt zaczepienia :)

      Usuń
  17. Super rozdział, tylko za krótki ;) Kończyć w takim miejscu, jak ja wytrzymam nie wiedząc co z Draco?

    OdpowiedzUsuń
  18. Kurde naprawde czytam Twoje opowiadanie z zapartym tchem, nie moge sie doczekać co będzie dalej. Bardzo mnie ciekawi co Hermiona powiedziała temu panu w samolocie.. ;) I co z Draco! Mam nadzieje, że szybko nam wyjaśnisz tą tajemnice sprzed 7 lat. Twoje poprzednie opowiadanie tak mi sie podobało, że wątpiłam w kolejne, zwłaszcza że miało sie dziać po szkole, za czym nie przepadam, a jednak! Tak mnie zafascynowałaś, że codziennie patrze czy nie dodałaś nowego rozdziału i w tym momencie jest jednym z moich 2 ulubionych Dramione :) Jesteś niesamowita, pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre rzeczy wyjaśnią się już w następnym rozdziale :) Cieszę się, że to opowiadanie przypadło do gustu, bo sama się bałam, czy to wszystko wyjdzie.

      Usuń
  19. Kochana autorko, kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie zaczęłam pisać rozdziału. Za mną ciężkie kilka dni, a dzisiaj byłam na wycieczce w ZOO. Jestem zmęczona :) Rozdział może pojawi się dzisiaj, ale najpewniej jutro.

      Usuń
    2. W takim razie pozostaje czekac :)

      Usuń
  20. Kurde!
    Masz wielki talent

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie niesamowitą motywacją do pisania. Nawet ten najkrótszy!
Komentarze pod zakończonymi opowiadaniami również są czytane :)
Dziękuję za każdą minutę poświęconą na wyrażenie własnej opinii.

Zapraszam do kontaktowania się ze mną na Ask'u ( http://ask.fm/edgeblue ) oraz drogą mailową ( edge.blue@onet.pl )