czwartek, 27 kwietnia 2017

"Straconym" - rozdział trzeci


Nie było mnie tutaj tak długo, że nawet nie potrafię tego zliczyć. Niestety wszystko w moim życiu nieco się rozjechało i nie mam czasu na rzeczy, które bardzo chciałabym robić. Pisanie zeszło zdecydowanie na dalszy plan, od kiedy studiuję.
Ten rozdział powstawał przez wiele miesięcy i w wielkich bólach. Obawiam się, że moje uczucie do fanfiction powoli umiera. Ale chciałam być fair wobec Was i oto jest. Rozdział trzeci. Nie wiem, czy podołałam z tym tekstem i nie wiem, czy podołam z publikacją dalszych części. To opowiadanie jest... wyczerpujące, tak bardzo wymagające. Nie wiem, co będzie dalej. Mam nadzieję, że ktoś nadal tutaj zagląda i że przeczyta ten rozdział, jeśli zetknął się z poprzednimi. Zostawiam na dole linki dla zagubionych.
Dajcie znać, czy chcecie poznać dalszy ciąg tej historii.  
Miłego czytania,
Wasza Edge 
P.S. Można kontaktować się ze mną poprzez maila: edge.blue@onet.pl 

Rozdział pierwszy 
Rozdział drugi

Podłoga w kuchni wciąż była brudna po wizycie Rona. Szare ślady butów znaczyły kafelki, przypominając mi o porannej dyskusji, tak podobnej do wielu innych na przestrzeni ostatnich lat. Nie potrafiłam określić, co i kiedy zmieniło się w Ronie po śmierci Voldemorta. Większość wniosków, które wyciągał, nie tylko ze swojej pracy, była wręcz absurdalna. I nie pozostawało mi nic innego, jak dzielić każde jego słowo na czworo, by nie popaść w taką samą paranoję.

Teraz, gdy myślałam o słowach Amelii, o naszej pomyłce, czułam narastający niepokój. Ron może mieć rację, szeptał głos w mojej podświadomości.

W mieszkaniu było ciemno, tylko przez okno nad zlewem wpadał żółtawy poblask latarni stojących po drugiej stronie ulicy. Usiadłam przy stole, błądząc myślami zdecydowanie zbyt daleko od miejsca, w którym byłam. Ron. Może byłam zbyt ostra, odrzucając jego rady?

Drgnęłam na krześle, gdy przedpokój wypełnił się niebieskim światłem. Patronus pojawił się w drzwiach kuchni, jasny i bezkształtny, wił się tuż obok framugi. Głos Charles’a Shackelbota po chwili wypełnił mieszkanie.

Nie wiedziałam, czy to jego słowa tak na mnie podziałały, a może po prostu osiągnęłam ten poziom zmęczenia, że byłam w stanie zignorować ból mięśni i niechęć do ruchu. Wstałam z krzesła i powoli zdjęłam przemoczony płaszcz. Strząsnęłam płatki śniegu z włosów, odwiesiłam ubranie na wieszak w korytarzu. Zmrużyłam oczy, zapalając światło w kuchni. Z podłogi po chwili zniknęło szare błoto. Odgarnęłam włosy z twarzy, ściągnęłam je gumką nad karkiem i ochlapałam twarz chłodną wodą. Poczułam się lepiej, choć niepokój nadal krążył gdzieś pod skórą. 

Gdy zamykałam oczy widziałam pełne błagania spojrzenie Harry’ego. A zaraz za tą wizją nadchodził głos Zabiniego, suchy i gorzki. Dwa miesiące. Zgodziłam się pracować w Departamencie Tajemnic jeszcze przez dwa miesiące. Nie wiedziałam, jak zniosę ten czas, ani czy przyniesie to jakikolwiek skutek. Byłam jednak świadoma, że ten dzień, dzień, w którym śmierć Draco Malfoy'a stanęła pod znakiem zapytania, zmienił wiele i jeszcze więcej skomplikował.

- Wszystko w porządku?

Nie usłyszałam, jak Charles się aportował. Stał w salonie, na środku dywanu. W półmroku mogłam dostrzec tylko połowę jego twarzy.

- Tak. Chyba tak – odpowiedziałam, zdobywając się na uśmiech. Na ustach Charles’a pojawił się wyraz powątpiewania. Pokręcił głową, prychnął pod nosem i wszedł do kuchni, odkładając różdżkę na blat. W sztucznym świetle jego twarz był blada, niemal sina pod oczami i wzdłuż policzków.

- Słabo ci idzie udawanie – stwierdził, wyciągając ramiona. Wpadając w nie, poczułam znajomy słodki zapach jego szaty. Staliśmy tak dłuższą chwilę, w ciszy. Zmęczenie całego dnia powoli ustępowało uczuciu ciepła i bezpieczeństwa.

- Chciałem cię zobaczyć, gdy tylko wróciliśmy…

Krótki list od Charles'a wciąż tkwił na szafce w mojej sypialni. Wiedziałam, że wrócił do Londynu jeszcze o świcie, jeszcze zanim pojawił się u mnie Ron. I przez cały dzień nie poświęciłam mu nawet jednej myśli, zbyt pochłonięta pracą i strachem.

- Co się stało? – spytałam, odchylając głowę. Szorstka skóra jego dłoni przesunęła się po moim policzku. Lubiłam to, jak niewiele musiałam przy nim mówić.

- Musimy porozmawiać. – Ton jego głosu się zmienił, ale oczy wciąż pozostawały ciepłe, gdy pochylił się, by mnie pocałować. Jego usta na krótko dotknęły moich i wiedziałam, że to jedyne powitanie, jakie dostanę. Gdy ściągał płaszcz i rzucał go na oparcie krzesła, odwróciłam się, by nalać wody do czajnika. Chwycił różdżkę i posłał naczynie z powrotem na półkę. Już wiedziałam, że nie zostanie na długo.

- Siadaj. – W takich chwilach przypominał Kingsleya. Gdy złączył dłonie na blacie stołu i zmarszczył brwi, rażące podobieństwo do ojca wyłączyło wszelkie uczucia, które do niego żywiłam. Teraz był urzędnikiem, prawą ręką Ministra Magii.

- Rozmawiałaś dziś z Ronaldem, prawda?

- Tak, był tu dziś rano. Skąd ty… - Zawahałam się, nie do końca pewna, skąd mógł to wiedzieć i jak chciał to wykorzystać.

- Wracam z Banku Gringotta. Powinnaś go słuchać, Hermiono. Miał rację. Tym razem miał rację – odparł, unosząc na mnie wzrok. Wokół jego tęczówek rozciągała się czerwona siatka popękanych naczynek.

- O czym ty mówisz, Charles?

Miałam ściśnięte gardło. Wiedziałam, co zaraz powie i miałam ochotę się roześmiać. To był naprawdę kiepski żart. Cały ten dzień powinien okazać się snem.

- Ktoś włamał się do skrytki Bellatrix Lestrange.

- Przecież to niemożliwe… - wyszeptałam, pochylając się na krześle, splatając ramiona i kładąc je na stole. Charles poruszył się niespokojnie po drugiej stronie.

- Najwidoczniej możliwe. Nie znamy jeszcze szczegółów. Wiemy tylko, czego brakuje z zawartości skrytki.

- Zaraz... Dlaczego przyszedłeś z tym do mnie? – przerwałam mu, nagle zdając sobie sprawę, że to pierwsza tego rodzaju rozmowa, jaką ze mną przeprowadził. Nigdy nie zdradzał mi szczegółów swojej pracy u boku ojca. To Harry miał pierwszeństwo, jako szef Departamentu Tajemnic, by odbierać od Charles’a takie informacje.

- Potter jest nieosiągalny. Nie znalazłem go w domu. Ron właśnie go szuka. – Słowa padającego z jego ust rozpływały się w niekształtną masę. Poczułam chłód, najpierw w okolicach serca, a później w głowie, tam gdzie moja świadomość już od dawna krzyczała, że dzieje się coś niedobrego.

- Wyszedł ze mną z Ministerstwa. Powiedział, że wraca do domu…

- Ale tam go nie ma.

*

Nasze kroki odbijały się głośnym echem od frontów kamienic. Charles mocno zaciskał dłoń na różdżce. Nie spojrzał na mnie, od kiedy opuściliśmy mieszkanie. Niezapięty płaszcz unosił się za nim na chłodnym wietrze, a ciężkie buty, które lubił nosić, zostawiały głębokie ślady w świeżym śniegu.

Zastanawiałam się, co takiego powiedział mu Ron. Wspomniał o tym, jak potraktowałam go tego ranka? To, jak wielkim brakiem zaufania się wykazałam, bolało mnie bardziej, niż fakt, że Departament Tajemnic ponownie coś przeoczył. Ostatnie dwa lata były grą ułud. Bywały dni, gdy to my wygrywaliśmy i byliśmy w stanie rozwikłać zagadki, które pozostawił za sobą Voldemort. I bywały takie noce jak te, gdy wszystko waliło się na nas, jak lawina.

Budynek Banku Gringotta wznosił się na końcu ulicy, jakby wyrósł spod ziemi. W ciemności biały kamień lśnił magią zaklęć ochronnych. Na czas otwarcia skarbca Bellatrix zamknięto wszystkie drzwi i okolono budynek kordonem aurorów. Stali niemal ramię przy ramieniu, rozglądali się czujnie, jakby w każdej chwili ktoś mógł wyłonić się z przylegających alejek. Charles z kamienną twarzą uścisnął rękę któregoś z mężczyzn i po chwili znaleźliśmy się na schodach prowadzących do wejścia. Na wrotach banku wciąż wyryte było ostrzeżenie:

Wejdź tu, przybyszu, lecz pomnij na los,

Tych którzy dybią na cudzy trzos.

Bo ci, którzy biorą, co nie jest ich,

Wnet pożałują żądz niskich swych.

Więc jeśli wchodzisz, by zwiedzić loch

I wykraść złoto, obrócisz się w proch.

Złodzieju, strzeż się, usłyszałeś dzwon

Co ci zwiastuje pewny, szybki zgon.

Jeśli zagarniesz cudzy trzos

Znajdziesz nie złoto, lecz marny los.

Te słowa niosły za sobą po tylu latach tak niewielką wartość. Miejsce, które tak długo kojarzyło się z bezpieczeństwem, straciło część swojej chwały. W holu głównym nie było nawet śladu goblinów. W powietrzu unosił się kurz, z każdej strony dochodził dźwięk kroków i rozmów. Znałam tę atmosferę aż nazbyt dobrze. Choć Ministerstwo odzyskało wolność, wciąż było pod presją, wciąż poszukiwało, śledziło, badało i starało się dojść do prawdy.

Tak wiele dni i nocy spędziłam między aurorami, pośród urzędników Ministerstwa, razem z pracownikami Departamentu Tajemnic. Wszyscy wypełnialiśmy inne zadania, a jednak dążyliśmy do tego samego celu. Odkryć tajemnicę Voldemorta.

- Czego brakuje w skrytce? - spytałam, zatrzymując się w pół kroku, łapiąc Charles'a za rękaw szaty. Jeśli miałam iść dalej, jeśli miałam stanąć przed Ministrem Magii bez Harry'ego, chciałam się przygotować.

- Hermiono...

- Powiedz mi. Nie chcę, by czymś mnie zaskoczyli - wyszeptałam, odnajdując jego wzrok. Westchnął i przesunął otwartą dłonią po twarzy.

- Nie ma kilku rzeczy, ale gobliny zareagowały najbardziej nerwowo na księgi. Potężne czarnomagiczne księgi zaklęć.

Patrzyłam w oczy Charles'a, starając się uspokoić szybkie bicie serca. Chciałam roześmiać się i powiedzieć, że to żadna strata, ale nie mogłam tego zrobić. Byłam zbyt świadoma tego, co oznaczało posiadanie czarnomagicznej wiedzy. I nagle, stojąc w progu Banku Gringotta, byłam o krok bliżej, by uwierzyć w teorię spiskową Rona, której tak bardzo nie chciałam do siebie dopuścić.

*

1 lipca 1997

Ogarnął ich triumf. Stali pod ścianami, szeptali do siebie, podekscytowani i nieświadomi tego, co niosła za sobą trwająca noc. Gdy otwarto drzwi, umilkli, pokornie chyląc głowy. Czarny Pan szedł pierwszy, wyprostowany, z wężem owiniętym wokół ramion. Biła od niego moc, jakby napawał się zasianą grozą. Gdy tuż za nim pojawił się Snape, przez pokój przeszła fala pomruków.

- Dumbledore nie żyje! - wykrzyknął Lord Voldemort, unosząc białe dłonie ponad zgromadzonym tłumem. Ryk śmierciożerców poniósł się w każdą ze stron, uderzył w moją pierś z całym impetem. Stałem pośród nich, pozwalając matce ściskać moją dłoń. Huczało mi w głowie, jakby przed chwilą ktoś mocno mnie uderzył. Krew pulsowała mi w skroniach, jak po długim biegu. - Severusie, dowiodłeś swojej wierności Czarnemu Panu....

Głos Voldemorta przypominał syk, gdy w morderczym uniesieniu opowiadał o tym, co wydarzyło się tej nocy w Hogwarcie. Twarz mojej matki pobladła, kiedy powiódł wzrokiem po salonie i jego świdrujące spojrzenie spoczęło na mnie.

- Zmartwiła mnie jednak wieść o wątpliwościach, które ogarnęły jednego z was – mówił Czarny Pan, zbliżając się do miejsca, w którym stałem. - Draco... stchórzył. Mój najmłodszy sługa. Syn gospodarza tego domu.

Sądziłem, że moje ciało zawiedzie, podda się, gdy Czarny Pan zwróci się w moją stronę. Stałem jednak w bezruchu, starając się zapomnieć o kłującym bólu w piersi.

Wstrętny rechot wydobył się z gardła któregoś ze śmierciożerców, po czym rozprzestrzenił się falą po całym pomieszczeniu. Podłoga zdawała się trząść pod moimi stopami, widziałem otwarte w szyderczym śmiechu usta i porozumiewawcze spojrzenia. Voldemort dał im wszystkim chwilę na upojenie się pogardą, po czym uniósł dłoń. Cisza okazała się jeszcze gorsza, niż śmiech. Było mi słabo, dłoń matki wysunęła się spomiędzy moich palców. Patrzyłem przed siebie, wprost w nieludzkie oczy Lorda Voldemorta.

- Podobno stary dobry Dumbledore proponował ci pomoc. Chciał uratować twoją rodzinę. Jak zawsze naiwnie wierzył, że mógłby ją ochronić. Czy to prawda, Draco?

- Tak, Panie - odpowiedziałem, napotykając gdzieś ponad ramieniem Voldemorta, wzrok Snape'a. Stał tam w bezruchu. Jego twarz wyrażała tylko i wyłącznie spokój. Chciałem wiedzieć, co rzeczywiście myślał.

- Odmówiłeś?

- Tak, Panie.

- Nie wiem, jak mam ci teraz zaufać, chłopcze.

Zacisnąłem pięści, powoli wbijając paznokcie w skórę dłoni. Nie chciałem jego zaufania, nie chciałem jego łaski, czy przebaczenia. Nie wykonałem zadania, które mi powierzył i choć mógł nazywać mnie tchórzem, wiedziałem, że nim nie jestem. Nie, kiedy stałem przed nim po tym wszystkim.

- Panie, chłopak dobrze się spisał. Wprowadził nas do szkoły. Pozwól mi... - Głos Snape'a przerwał ciszę. Moja matka histerycznie nabrała powietrza, jakby za moment miała się rozpłakać. Wiedziałem, że na niego liczyła. Nawet teraz, gdy mój dalszy los tak naprawdę nie leżał już w rękach nikogo poza mną.

- Nie bierz odpowiedzialności za coś, co może cię zdradzić, Severusie. Chłopak jest niebezpieczny. Dla nas wszystkich.

Mówili o mnie, jakby wcale mnie tam nie było. Jak o pionku, którym można poruszać po planszy, aż inna figura się go nie pozbędzie. I do tej pory pozwalałem na to, by Voldemort wygrywał w tej grze.

- Mylisz się, Panie. To tylko dziecko. Do tej pory za niego odpowiadałem. I ręczę za niego - odparł Snape, a jego twarz przypominała kamień. Zazdrościłem mu tego, jak przejrzysty się wydawał.

- Nie wykorzystuj swojej pozycji, by uratować kogoś takiego, Severusie.

- Jest jednym z nas. Nie wyparł się ciebie, Panie. Jest tutaj między nami, choć miał okazję uciec. Jeśli zawiedzie po raz drugi...

- Jeśli ponownie zawiedzie, sam się go pozbędziesz. – Voldemort przerwał Snape'owi w pół słowa. Wyglądał na zniesmaczonego, ale nie mógł się sprzeciwić. Musiał okazać swojemu słudze choć odrobinę szacunku, po tym co się wydarzyło. - A teraz go zabierz. Zastanowię się, w jaki sposób Draco odkupi swoje winy.

Voldemort roześmiał się, napotykając mój wzrok. Poczułem, jak próbuje wedrzeć się w głąb mojego umysłu. Nie zmrużył oczu, nie użył różdżki, ale starał się przedrzeć do środka. Widziałem, że Snape ruszył do wyjścia. Dał mi znak ręką, bym poszedł za nim. Voldemort cofnął się tymczasem przed ciemną ścianą, którą postawiłem między jego chciwością a własnymi myślami. Gdy wyszedłem przed szereg, przez ułamek sekundy zobaczyłem strach w głębi jego oczu. Strach przed tym, czego nie chciałem mu pokazać.

- Crucio! – Wypowiedział zaklęcie, upajając się jego brzmieniem. Upadłem na kolana, oddech zarzęził mi w piersi. Widziałem przed sobą wyraźnie twarz Voldemorta. Cieszyło go to, w jaki sposób mógł mnie upokorzyć, w moim domu, pośród ludzi, którzy chłonęli każdego jego słowo.

- Śmiem przypuszczać, że wciąż tli się w tobie naiwna nadzieja – powiedział, pochylając się nade mną. – Ale nie ma nadziei, chłopcze. Będziesz mi wierny lub zginiesz.

Moja matka zaszlochała gdzieś z boku. Zobaczyłem, jak ciotka Bellatrix odciąga ją z powrotem w tłum.

- Tak, Panie – wycharczałem, unosząc wzrok.

- Oby Severus miał rację. Możesz być jeszcze przydatny.

Na twarzy Voldemorta pojawiło się obrzydzenie. Uniósł różdżkę i przerwał zaklęcie. Pomyślałem o tym, z jaką łatwością mógłby pozbawić mnie życia, gdyby tylko zechciał. Czy był jednak tak potężny, jak do tej pory sądziłem? Wysługiwał się ludźmi, polegał na potędze innych. Tutaj tkwił jego słaby punkt.

Snape po chwili dźwignął mnie na nogi. Wspierając się na jego ramieniu powoli ruszyłem do drzwi. Liczyłem w myślach, starając się zwalczyć młodości.

- Zostaniesz, Narcyzo. – Szorstki głos Czarnego Pana zatrzymał moją matkę. Wiedziałem, że to zrobi, że nie pozwoli jej iść ze mną, dlatego nie zatrzymałem się ani wtedy, ani gdy opuściliśmy salon. Snape milczał, prowadząc mnie korytarzem w niemal zupełnej ciemności. Gdy w twarz uderzyło mnie ciepłe nocne powietrze, zrobiło mi się jeszcze bardziej słabo. Palce Snape'a zakleszczyły się na moim ramieniu.

- Skup się. Nie możesz się rozszczepić – powiedział, potrząsając mną lekko. Kiwnąłem głową i zamknąłem oczy, starając się wyłączyć wszystkie emocje. Po chwili teleportowaliśmy się za bramą. Poczułem krawędź chodnika wbijającą mi się w pierś, zanim Snape chwycił mnie za ubranie.

- Ty głupcze! – uniósł głos, wpychając mnie przez drzwi do ciasnego korytarza. Upadłem na plecy, tak samo jak wtedy, gdy odepchnął mnie na Wieży Astronomicznej. Z trudem dźwignąłem się na nogi.

- Myślałeś, że ucieknę? - spytałem, trzymając się kurczowo komody. Twarz Snape'a zapadła się w jednej sekundzie.

- Właź. Dam ci coś na ból – warknął, mijając mnie. Zniknął w drzwiach na końcu korytarza. Stałem tam jeszcze chwilę, starając się uspokoić oddech. Echo zaklęcia wciąż drgało w moich nerwach. Gdy w końcu udało mi się dojść do drzwi, zastałem Snape'a skupionego, pochylonego nad szafką pełną eliksirów. Podał mi trzy fiolki i odwrócił się z powrotem.

- Stracisz wszystko, Draco. – Odezwał się nagle, przez co prawie wyplułem zawartość jednej z buteleczek. - Każdą najmniejszą rzecz, którą udało ci się wywalczyć. Wszystko.

Przełknąłem gorzki płyn i spojrzałem na przygarbionego, zmęczonego Snape'a. Już nie przypominał nauczyciela eliksirów, którego tak wiele lat podziwiałem.

- Nie mogłem uciec. Dobrze o tym wiesz.

- Wydaje ci się, że dzięki sprytowi jesteś w stanie go pokonać – odparł i nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Snape właśnie przegrał. To była jego wielka porażka. Pozwolił tej grze między Voldemortem a Dumbledorem pochłonąć całego siebie.

- Wcale tak nie sądzę.

- Dlaczego wróciłeś do domu? - zapytał, pozornie porzucając temat.

- Nie potrafię się przed nim ukryć. Jeszcze nie - odpowiedziałem, starając się zabrzmieć pewnie. Snape przeszedł do okna i odchylił brudną firankę. Wciąż było ciemno, przez co nie mogłem dostrzec wyrazu jego twarzy, gdy po chwili się odezwał.

- Wybuchnie wojna, Draco. I jeśli mogę ci coś poradzić, jeśli chcesz to zrobić jak należy... Ukryj ją. Najlepiej jak potrafisz.

17 komentarzy:

  1. Cieszę się, że pojawi się kolejny rozdział. Zaglądam tu cały czas i podczytuję stare historie :)

    Nawet gdyby miałoby to trwać latami, to dopisz tę historię :)

    Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo się cieszę, że ktoś jeszcze tu zagląda i czeka na kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że uda mi się to skończyć, mimo wszystkich przeszkód.

      Usuń
  2. Hej ;) czekałam wiernie od paru miesięcy na rozdział. Mam nadzieje, że wszystko się ułoży, niedługo końcówka trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś wciąż czeka. Dziękuję :)

      Usuń
  3. Hejo hejooo :D
    Nawet nie wiesz z jakim utęsknieniem czekałam na kolejny rozdział! Bardzo się cieszę, że wróciłaś i (jak widać po rozdziale) ze zdwojoną siłą!
    Tworzysz niesamowity klimat i to chyba dlatego tak często tu zaglądałam, by sprawdzić, czy nie ma jakiejś informacji o nowej publikacji (nawet nie czuję kiedy rymuję :P )
    Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że porzucisz to opowiadanie - w końcu sama niejednokrotnie powtarzałaś, jak ważne jest dla Cibie i ile wysiłku kosztuje Cię pisanie każdej sceny. Więc błagam - nie poddawaj się! Nie opuszczaj blogowej sfery. Liczę, że uda Ci się dokończyć opowiadanie :D
    Pozdrawiam, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Dziękuję za wsparcie! Bardzo się cieszę, że ktoś czekał na kolejną część. Rozdział nie jest jeszcze idealny. Trochę wyszłam z wprawy, ale pracuję nad tym :P Mam nadzieję, że moje chęci nie wygasną, choć ta historia wymaga ode mnie tak wiele.

      Usuń
  4. Twoje opowiadania, są pierwszymi Dramione, na jakie trafiłam i ukończyłam z ciekawością. Wiem, że czasem ciężko jest się zebrać do pisania, bo żyć tez trzeba. Naprawdę liczę, że w swoim tempie, ale będziesz kontynuować pisanie. Wielką siłą Twoich opowiadań jest właśnie to, że są ukończone, a nie porzucane. Widać, że masz pomysł, który realizujesz. Będę zaglądać. Zresztą i tak to robię żeby poczytać historie ukończone. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Przyznam szczerze, że życie nieco mnie pochłania ostatnio. Ale postanowiłam, że nie zostawię tego, co zaczęłam i na co poświęciłam tyle serca i tyle myśli.

      Usuń
    2. Znam to. Kolejne studia podyplomowe blokują mi pasje. Czasem wszystkiego ma się dość, a jedyne marzenie to się wyspać, albo znów zatopić w czasie wolnym. Dobrze jednak czasem wrócić do tego co się lubi. Ot tak bez terminu, przymusu, czy oczekiwań. Po prostu: dla siebie. :) Czytelnicy, którzy raz tu trafią i zobaczą, że coś się pojawia, a Ty odpisujesz na komentarze, zrozumieją, że nie jesteś robotem :) Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Jestem bardzo ciekawa kim jest ta ona a może chodzi o Narcyze Nie wiem. Czekam na rozwiązanie zagadki zaginionego Draco i kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział. Świetne opowiadanie mimo trzech rozdziałów. Z niecierpliwością czekam na więcej i mam ogromną nadzieję że nie zrezygnujesz z dalszego pisania I publikowania tego opowiadania.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć. Biorąc pod uwagę czas od ostatniej publikacji i aktywności w komentarzach nie wiem, czy jeszcze tu zaglądasz, droga Autorko, ale muszę to napisać - mam nadzieję, że zobaczysz ten wpis. Co tu dużo mówić : jest to jedno z lepszych opowiadań, jakie czytałam ostatnio, a wierz mi, czytam tego typu twórczości mnóstwo, jak przystało na Potterhead z krwi i kości. Wręcz pochłonęłam trzy opublikowane rozdziały i naprawdę czekam na więcej. Rzadko zdarza się, żeby pozornie znana historia i bohaterowie zostali przedstawieni w tak ciekawy i nietypowy oraz oryginalny sposób. Mam nadzieję, że mimo zbliżającej się sesji, dasz radę opublikować coś nowego w najbliższym czasie - dołączam do na pewno licznego grona oczekujących na kolejny rozdział tej opowieści.
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Wbrew pozorom wciąż tutaj jestem, zaglądam codziennie i czytam wasze komentarze. Moje życie prywatne nie pozwala mi w tej chwili na regularne publikowanie rozdziałów. Ale zapewniam, że piszę i myślę o tej historii bardzo dużo. Ostatni egzamin czeka mnie 29 czerwca, więc w lipcu można się spodziewać mojego powrotu do blogosfery. W międzyczasie zapraszam do kontaktu poprzez e-mail: edge.blue@onet.pl oraz do czytania miniaturek.

      Cieszę się, że dotychczasowe rozdziały się podobają i dziękuję za wsparcie i miłe słowa!

      Edge

      Usuń
  8. Genialne!!! Przeczytałam 3 rozdziały na jednym wdechu. Yotalnie podbiły moje serce. Jestem książkowym molem, a historia Draco i Hermiony jako pary szczególnie mnie urzeka ( sama pisałam, ale raczej zawsze do szuflady) i naprawdę ciężko jest znaleźć opowiadanie dobrze napisane, z klimatem i niebanalną fabułą. Twoja historia bije na głowę wszystkie przeczytane przeze mnie do tej pory!! Powiem więcej, nigdy nie skusiłam się na skomentowanie żadnej z nich. Nie dlatego, że nie znalazłam dobrych opowiadań, ale po prostu z mojego wrodzonego lenistwa. Tym razem jednak nie mogę się powstrzymać, głównie dlatego, żeby zachęcić Cię do skończenia tej historii. Zżera mnie ciekawość. To opowiadanie weszło butami do mojego serca i nie da mi spokoju, dopóki nie dowiem się jaki ma koniec.
    Masz talent dziewczyno i uważam, że powinnaś w przyszłości pomyśleć nad własną książką. Póki co jednak nawet o tym nie myśl! ;) Przynajmniej dopóki nie skończysz "Straconych". ;)
    Nie mogę się powstrzymać aby zadać to pytanie. Czy Hermionie wymazano pamięć o Draconie? O tym co się działo jeszcze gdy Voldemort żył? Niektóre z fragmentów kazały mi tak właśnie myśleć. To byłoby genialne i mocne. :p Jakkolwiek jednak nie będzie, czekam z utęsknieniem na kolejne rozdziały.
    Ściskam i życzę powodzenia na egzaminach!!!
    Merenwen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Cieszę się, że moje opowiadanie się wyróżnia. O własnej książce myślę, ale jeszcze długa droga przede mną. Nie zdradzam szczegółów akcji, zapraszam na kolejne rozdziały.
      Pozdrawiam,
      Edge

      Usuń
  9. Z niecierpliwością będę czekała. Na prawdę masz wielki talent. Dopisz ta historię proszę:) będę tu na pewno zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej :) przepraszam za spam, ale jeżeli interesuje cię tematyka Drarry, to zapraszam na mojego bloga, dopiero zaczynam :)
    https://drarry-unreachable.blogspot.com/
    miłego dnia!♥

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie niesamowitą motywacją do pisania. Nawet ten najkrótszy!
Komentarze pod zakończonymi opowiadaniami również są czytane :)
Dziękuję za każdą minutę poświęconą na wyrażenie własnej opinii.

Zapraszam do kontaktowania się ze mną na Ask'u ( http://ask.fm/edgeblue ) oraz drogą mailową ( edge.blue@onet.pl )